10 sierpnia 2019

5 angielskich wspomnień

5 angielskich wspomnień

Dzisiaj postanowiłam opublikować post wspomnieniowy. Lubię wracać do zdjęć, które zrobiłam kiedyś i tak mam ze zdjęciami, które powstały rok temu. Nie było ich zbyt dużo, więcej czasu spędzałam bez aparatu. Teraz uwielbiam siedzieć nad zdjęciami, bawić się ich obróbką i próbować nowych rzeczy.

#1 Kew Gardens


Pamiętam, że tamtego dnia miałam dziwną sprzeczkę z Ro - od rana zachowywał się cicho i tłumił w sobie zbyt wiele rzeczy. Nie pamiętam, dlaczego i po co się kłóciliśmy - to wszystko zaprowadziło nas jednak do ogrodów Kew Garden w Londynie. Narodowy ogród botaniczny, w środku znajduje się wiele szklarni i ogrodów, a w nich żyje... około 30 tysięcy gatunków roślin!


A stąd bardzo wyraźnie widać samoloty zmierzające ku lotnisku Heathrow...

#2 Bristol party


W Bristolu spędziłam swoje 21 urodziny. Pamiętam, że poprosiłam o dodatkowe dni wolnego na piątek i sobotę - właśnie w te dni, które spędziłam w mieście. Byłam zła, gdy dowiedziałam, się, że moje stałe dwa dni wolne zostały zamienione na dni, o które poprosiłam, wobec czego pracowałam 10 dni pod rząd. Byłam przemęczona, zdenerwowana i nie mogłam się doczekać dnia swoich urodzin - ustaliłam sobie zasadę, że tego dnia nie chcę pracować, tylko cieszyć się. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz w moje urodziny świeciło słońce - jak zawsze padał deszcz. Ale za to spędziłam piękny wieczór z Ro, odwiedziliśmy kilka knajpek, spotkaliśmy się ze wspólną koleżanką. Następny dzień przywitał nas - jakżeby mogło być inaczej - piękną pogodą.

*zdjęcie z początku posta również jest z Bristolu

#3 Stradford-upon-Avon


W tamtym czasie byłam tak bardzo cool, że nosiłam dwie pary okularów. Stradford jest moim ulubionym miastem - rok temu mówiłam, że gdybym miała wybrać, gdzie chcę zamieszkać w Anglii, to zamieszkałabym właśnie tam. Niestety, Ro razem z Ro pracujemy w Stow-on-the-Wold, które jest zbyt daleko i nie byłoby to zbyt opłacalne, aby się tam przeprowadzić. Za to z naszego małego miasteczka mamy tylko 20 minut samochodem do Stradford, co mnie niezwykle cieszy. Uwielbiam tam wracać - wprawdzie jest to miasto znane z tego, że urodził się tam sam Szekspir i kręci się tam mnóstwo turystów - to jest tam zawsze wszystko, czego akurat potrzebuję. Moim ulubionym miejscem jest Mida, śródziemnomorska knajpka, której właściciel pochodzi z Maroka. Gdy byliśmy tam parę dni temu i zobaczył nas, od razu się przywitał i powiedział, że miło mnie znowu widzieć, a nie byłam tam od 9 miesięcy! 

#4 Hyde Park


W Hyde Parku pierwszy raz znalazłam się w czerwcu - wtedy też po raz pierwszy zobaczyłam Londyn. Upalne lato dopiero się zaczęło. Pojechaliśmy z Ro pociągiem do stolicy Anglii, aby zobaczyć jego rodzinne strony - dzielnicę Chiswick. Pamiętam, że był niesamowicie podekscytowany powrotem w miejsca, które zna tak dobrze i tym, że mam poznać jego siostrę i mamę. Mielismy zostać tylko jeden dzień i wrócić wieczorem pociągiem - podczas kolacji we francuskim wine bar uznaliśmy, że dlaczego by nie zostać jeden dzień dłużej? Przecież następnego dnia i tak nie musieliśmy iść do pracy!


W takim razie, skoro spontanicznie zostaliśmy w Londynie na noc, następny dzień był równie spontaniczny: kupiłam swoje ukochane ukulele, pomarańczowe okulary w sklepie typu vintage, płyty do słuchania w samochodzie, skarpetki czy koszulkę z wieżą Jenga dla Ro. Hyde Park był naszym przystankiem odpoczynku, dalszych rozmyślań i marzeń. To był dopiero początek naszej drogi.

#5 Bath


Bath był spontaniczny. Pobyt króciutki. Wracaliśmy wtedy z moich bristolskich urodzin i po drodze zajechaliśmy tutaj, aby po prostu przejść się po mieście. Najbardziej znane ze swoich rzymskich term, w których płyną wody geotermalne, a niegdyś mieszkała tu Jane Austen. Zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie i chciałabym tam kiedyś wrócić na dłużej.


Byliście w którymś z wymienionych przeze mnie miejsc? Które chcielibyście zobaczyć? A może macie jakieś inne ulubione?

// Pat

14 lipca 2019

doświadczać samotności

doświadczać samotności


w tłumie podobno jest najgorzej
gdy otaczają cię ludzie, mnóstwo ludzi, a nie możesz odezwać się do nikogo
ostatnio nadarzyła się okazja, aby poznać całkiem sporo ludzi
i o nich też słyszałam całkiem sporo
całkiem sporo dobrych rzeczy
niektórych z nich nawet już raz spotkałam
i ci ludzie mają świadomość, że istnieję

a więc
nadchodzi ten dzień wyznaczony,
oczekiwany,
jestem nastawiona pozytywnie, starannie wybieram strój
(w końcu liczy się dobre pierwsze wrażenie, dla niektórych może i trzecie)

niestety, okazuje się, że
ten tłum jest zbyt duży
więcej imion nie pamiętam
i serdecznie przepraszam,
ale nie powiem już dzisiaj nic

Z mojego gardła nie wydobywa się żaden dźwięk,
a jeśli już, to taki krótki,
urwany, chrapliwy
zbyt cichy, by poza nim ktoś jeszcze mógł go usłyszeć

to ten moment, gdy zamknęłam się w sobie
i nie potrafię się zmusić, udawać, że tak naprawde jestem o wiele bardziej towarzyska niż to właśnie się odbywa
otwieram oczy szeroko, bardzo szeroko
żeby nie widzieli, jak bardzo tego dnia chciało mi się płakać
w mojej głowie rozbrzmiewa pustka
a ja nie mam się do kogo odezwać
czuję się obca, nijaka
nie na miejscu
nie tutaj
odbywam w swojej głowie dziwaczną rozmowę

czuję się tak przynajmniej raz w roku
a potem zapominam, że
ta dawna cześć mnie istnieje,
dopóki sama o sobie nie przypomni

__________________________________________________________

Parę słów ode mnie - treści, które chciałabym tutaj co jakiś czas publikować będą różne. Może powinnam to sprecyzować w pierwszym poście i mimo, że bloguję już X lat, to nadal się tego wszystkiego uczę, bo jednak sporo się w tym wszystkim pozmieniało.

W tym pisaniu daję sobie pewną swobodę, dlatego może to wyglądać czasem jak biały wiersz, a czasem jak konkretny wpis z notatnika podróżniczego - mam już mniej więcej taki jeden wpis przygotowany. I myślę, że będzie ich więcej.

Chcę pisać o tym, co mnie interesuje i o czym myślę. Próbować różnych form literackich. I długo zastanawiałam się, czy publikować posty, które napisałam czując się źle, ale doszłam do wniosku, że dzielenie się z Wami czymś o smutnym charakterze jest ważne, bo taka jest też ludzka natura - nie jesteśmy jak idealne zdjęcie z instagrama, zawsze w dobrym świetle, z uśmiechem na twarzy. Tego właśnie się teraz uczę - akceptować to, że te emocje jednak się pojawiaja i nauczyć się sobie z nimi radzić. Nawet w formie wpisu na blogu- w końcu z bezradności, smutku czy rozpaczy powstały najpiękniejsze wiersze...

5 lipca 2019

początki nie zawsze są łatwe

początki nie zawsze są łatwe

Denerwuje mnie wiele rzeczy, na które nie mogę mieć wpływu. Nie przyspieszę też czasu - mogę jedynie starać się w dobry sposób wykorzystywać ten, którego mam aż zbyt dużo.

Przeprowadziłam się do Anglii na stałe.
Mam wrażenie, że obecna pogoda odzwierciedla mój humor - raz promienie słońca, będące promykami dające nadzieję na coś nowego, fajnego, ciekawego
by za chwilę zjawił się nikczemny wiatr i przyniósł ze sobą szereg szarych chmur, które chcą mi to wszystko przykryć.

Mieszkałam tu w zeszłym roku przez prawie 6 miesiecy - odbywałam staż w restauracji. Ale wtedy wiedziałam, że wrócę do domu, bo trzeba dokończyć studia. Zawsze tak było - wyjeżdżałam i wracałam. Wiedziałam, że wrócę. A teraz studia skończyłam i przyjechałam (a może teraz tu wróciłam?) za swoją miłością...

i znowu muszę uczyć się cierpliwości.
A ja chcę już! Teraz! Chcę mieć już to, na co czekałam!
Przecież czekałam. Cały czas, odkąd stąd wyjechałam 8 miesięcy temu.
8 miesięcy, w których skład wchodzą złe sny, stres, oceny, pisanie pracy licencjackiej, oczekiwania, złości na coś, czego nie mogę zmienić



Ale dobre momenty też się pojawiały.
Gdy byliśmy razem,
obok siebie,
dosłownie,
na wyciągnięcie ręki,
mrugnięcie oka,
wzruszenie ramion,

a nie na ekranie telefonu.

Przetrwałam wtedy sama ze sobą - jak przetrwać teraz te dni, gdy pragnę dokonać autodestrukcji i nie potrafię wytrzymać sama ze sobą? Czy on też wtedy ze mną będzie potrafił wytrzymać? Do tej pory mógł tylko przeczytać, jaki miałam zły dzień, źle się czułam, znowu przespałam cały dzień, albo płakałam. Czy będzie w stanie czasem właśnie taką mnie oglądac?

To wszystko powstało na ławce w małym miasteczku, nabazgrane w zeszycie. Tak właśnie chcę, żeby te posty powstawały - napisane pospiesznie, ale też leniwie, chaotycznie, ale przemyślanie, wyważone, ale z emocjami. Kontekst powstania tego był prosty: musiałam wyjść, bo tak. Pospacerować. Poukładać myśli, słowa, zachwycić się prostą architekturą miasteczka, w którym właśnie przyszło mi mieszkać. Pooddychać. I z całej tej plątaniny słów powróciła dawna iskierka i chęć, by to wszytko spisać i publikować. Jak dawniej.

Wiecie co - to miasteczko bardzo mi się podoba. Przytulne, kolorystycznie wręcz prawidłowe, dopasowane. Patrzę przez okno i dostrzegam gwiazdy - chociaż wokoło tyle domków i mieszkań. Tak jakbym jednak w tym miasteczku nie była.

Trochę mi to zajmie
ale chciałabym się tu odnaleźć


Copyright © 2016 myśli nabazgrane , Blogger